, ,

jak wspierać bioróżnorodność zimą?

Zima – zdaje się, że nic nie można zrobić. Jednak to ogród w pigułce – zimą robisz głównie rzeczy, których efekt trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. Często po takich zimowych pracach mam wrażenie „czy ja cokolwiek zrobiłem?”.

Zima – zdaje się, że nic nie można zrobić. Jednak to ogród w pigułce – zimą robisz głównie rzeczy, których efekt trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. Często po takich zimowych pracach mam wrażenie „czy ja cokolwiek zrobiłem?”. Jednak efekty latem pokazują, że coś mi się udało. Trzeba mieć tylko dużo zaufania w siebie i morze cierpliwości… ech!

Bioróżnorodny, biocenotyczny, czyli jaki?

Ogród, który nie jest jedyniem placem zabaw i spełnieniem trawnika z amerykańskiego snu, a ten, który jest domem. Taki jest właśnie ogród biocenotyczny. Co powinno się w nim znajdować? Stosy gałęzi, żywopłoty z różnych gatunków, kamieni kupa, punkt z wodą, duże drzewo, kwitnące i owocujące krzewy, żywa gleba, miododajne kwiaty, czy wysoka trawa. To wszystko to miejsca, gdzie dzika przyroda może się posilić, rozmnażać i trwać. A za tym zwiększa się bioróżnorodność naszego ogrodu, która reguluje w nim zmasowane ataki „szkodników”. Bioróżnorodność to też spektakl kwiatów, skrzydeł, dźwięków i kształtów przez cały rok.


Gleba jest najważniejsza!

Podczas zimy w naturalnym ogrodzie unikamy pracy z glebą, jak najbardziej to możliwe. Kopanie, przesadzanie, czy ściółkowanie może wybudzić niektóre stworzenia lub łatwo zniszczyć ich dom. Jednak jeżeli nie mieliśmy wcześniej takiej możliwości, to nawet zimą warto wyściółkować drzewa, krzewy, czy po prostu glebę kompostem. Ściółkować, czyli wysypywać warstwę ok. 10-20 cm kompostu wokół korzeni roślin, czy między nimi. Oczywiście tyczy się to również, a nawet głównie warzywnika, w którym mało co teraz rośnie. Zimowe ściółkowanie może opóźnić ogrzewanie gleby na wiosnę, ale lepiej to robić późno, niż wcale.

Choć zima kojarzy się z zaspami śniegu, to jednak jest to raczej wielkie błoto. Słoneczny, zimowy dzień, to idealny czas, by trochę się przewietrzyć i zrobić drobne prace ogrodowe.

Zrób sadzonki z patyka – to łatwizna.

Zima (styczeń – luty) to dobry czas na cięcie krzewów i drzew owocowych. Na dzień cięcia wybieramy słoneczny, suchy dzień. Może być mroźny, ale najważniejsze, by było sucho. Deszcze i długotrwała, wilgotna aura mogą przyczynić się do powstawania chorób grzybowych w miejscach cięcia.

Tnąc drzewa i krzewy, zawsze zostają nam patyki – prawda? A z takich właśnie patyków, profesjonalnie zwanych „zdrewniałymi pędami”, możemy stworzyć nowe rośliny.

Nasz patyk powinien mieć maksymalnie 20 cm (dłuższe będą za długie, by przetrwać bez korzenia) i być grubości ołówka. Przygotowujemy doniczkę z lekką ziemią (dodatkiem piasku, perlitu) i wbijamy w nią kilka patyków, w zależności od wielkości doniczki. Najlepiej wtykać je przy samej ściance doniczki, ponieważ tam będzie najwięcej wody. Przygotowując ziemię do doniczek możemy dodać do niej odrobinę popiołu, który pomaga w rozwinięciu korzeniu u przyszłej rośliny. Można też zakupić gotowy ukorzeniacz, w którym zanurzamy nasze patyki. Wtykając je do ziemii warto pamiętać, by jak największa część znalazła się pod ziemią, a jedynie niewielka na powierzchni. W końcu chcemy wytworzyć korzeń, tam gdzie go nie ma – im więcej pod ziemią, tym większa na to szansa. Jeżeli używamy pędów od rośliny z wyraźnymi pąkami, to warto pamiętać, że to właśnie z nich najczęściej zacznie wyrastać nowy korzeń.

Istnieje też wersja z goła prostsza, ale mniej skuteczna i potrzeba naprawdę sporo patyków, bo wiele może się nie przyjać. Czyli patyki wbijamy po prostu w ziemię. Wiele sadzonek z wierzb, topoli, jeżyn, bluszczu pospolitego, dzikiej róży, czarnego bzu, czy leszczyny spokojnie przyjmie się w taki sposób. Warto próbować robić tak z dzikimi roślinami, jednak te bardziej ozodbne mają mniejsze szanse na przeżycie.

Tak przygotowane doniczki i patyki zostawiamy na dworze, a tworzyć sadzonki możemy całą zimię, jeżeli tylko nie mamy zamarźniętej ziemii. Gdzieś w maju-czerwcu warto sprawdzić, czy rośliny wytworzyły korzeń po prostu wyjmując je z doniczki. Możemy przesadzić je do pojedynczych, większych doniczek, by wytworzyły porządny korzeń i przesadzić je do gruntu jesienią. Jeżeli chcemy zaryzykować, przesadzamy je do gruntu na wiosnę, ale musimy pamietać o ich podlewaniu i dać im trochę więcej uwagi.

Większość z roślin, które można tak rozmnożyć, to wspaniali kandydaci na biocenotyczny, wielogatunkowy żywopłot.

Tutaj znajdziesz listę roślin, które warto rozmnożyć zimą:


Unikaj mocnego cięcia drzew.

Tradycyjnie o tej porze roku wykonuje się mocne cięcia drzew. Oczywiście drzewa owocowe wymagają stałego, corocznego cięcia, jednak większość drzew tego nie potrzebuje. Szczególnie w ogrodzie biocenotycznym, gdzie chcemy zachować naturalny charakter roślin, a nie wersalskie kule. Drzewa wiedzą, jak rosnąć, ustawiają się same do słońca, rosną z wiatrem i cięcia potrzebują tylko w nagłych przypadkach jak np. złamana gałęź. Dlatego im mniej je tniemy, tym lepiej. Rzecz ma się gorzej z żywopłotami. Jeżeli chcemy, by były zwarte, gęste, to najlepiej ciąć je 2-3 razy w roku. Jednak musimy pamiętać, że żywopłoty to miejsca gniazdowania ptaków (podobnie, jak drzewa). Dlatego żywopłot tniemy najlepiej latem (lipiec-sierpień) i jesienią (wrzesień-październik). Jeżeli naprawdę nam wybujały i potrzebują cięcia, to tniemy je jak najszybciej, czyli w styczniu, czy na początku lutego. Inaczej możemy odstraszyć ptaki lub zniszczyć istniejące gniazdo.


Orientuj się w lokalnych roślinach.

Pamiętajmy – co rośnie za płotem, będzie najlepiej rosło u nas w ogrodzie. Niech okolica będzie inspiracją. Sadź drzewa takie, jakie rosną w sąsiednim lesie, kwiaty takie, jak rosną przy drodze. Oczywiście nie ma co się ograniczać, jednak wybierając rośliny do ogrodu staraj się, by były możliwie lokalne. Dzięki temu najlepiej nakarmią czy dadzą schronienie dzikiej faunie – od ptaków po owady. Dzięki temu wprowadzimy do ogrodu balans biologiczny i nie będą nas nawiedzać zmasowane ataki „szkodników”. To, co je pożera, mieszka właśnie w tych rodzimych roślinach, a nie na trawniku. Na przykład zależność między mszycami, a biedronkami wygląda następująco. Zazwyczaj w drugiej połowie maja pokazują się mszyce. W ogrodzie, gdzie mamy tylko kilka roślin, rzucą się na te najdelikatniejsze, czyli nie z naszego klimatu lub rzadkich odmian – najczęściej są to róże lub dalie. Im więcej mamy tujowego, monokulturowego żywopłotu, a mniej różnorodnych roślin, tym ich zniszczenia będą większe. Jeżeli jednak mamy w ogrodzie mnóstwo roślin, a większość z nich rodzimych, to mszyce te rozejdą się po kościach i szkody będą znikome. W biocenotycznym żywopłocie lub na łące, będą też zimować biedronki, złotooki i bzygi. Te małe pożeracze mszyc zazwyczaj pojawiają się jakieś 2 tygodnie po mszycach i szybko minimalizują ich ilość. I po kłopocie! Dlatego ważne jest, by na zimę nie ścinać żadnych patyków, chaszczy, czy chabazi – wszystko trzeba zostawić tak, jak jest. A na wiosnę zacząć sprzątać możliwie najpóźniej, gdzieś w kwietniu, a nie w marcu. Niczego nie wyrzucamy, nie palimy, patyki układamy pod krzewami, drzewami, na stercie z tyłu ogrodu. Dzięki temu to, co się jeszcze nie wykluło, będzie miało szanse się pokazać, a to, co chce złożyć jaja – będzie miało gdzie.


Zamów kokony murarek.

Nie wszyscy wiedzą, że w Internecie możemy kupić kokony pszczół samotnic. Nie trzeba z nimi kompletnie nic robić, oprócz zapewnienia im miejsca do zimowania, a potem ustawienia na dworze tak, by mogły swobodnie wylecieć. Pszczoły te nie formują rojów, nie gryzą, są niegroźne, a wręcz bardzo słodkie i puchate. Dobrze, może przesadziłem z „nic”, ale opieka nad nimi to naprawdę niewiele. Pszczoły samotnice potrzebują miejsc do złożenia jaj (co dzieje się już w maju-czerwcu). Składają je w różnych miejscach, a takie, które my możemy im zapewnić, to „słomki” z trzciny, czy bambusa – suche patyki, które są w środku puste. Możemy prostu zostawić w ogrodzie dzikie, niedotykane przez nas miejsca, w których naturalnie znajdą się takie patyki. Jeżeli nie mamy nic takiego, dostaniemy je równie łatwo w Internecie. Warto pamiętać, że wiele pszczół samotnic składa jaja w ziemii. Dlatego tak ważna jest tutaj zasada no-dig, czyli o nie przekopywaniu gleby. Jeżeli mamy taką możliwość, to raz możemy złamać tę zasadę na rzecz stworzenia naturalnego hotelu dla owadów. Czyli wykopujemy dół, bardziej szeroki, niż głęboki, a na jego boku usypujemy wykopaną ziemię. Stworzy nam się pewnego rodzaju mini-klif, urwisko. To w takich miejscach, w sypkim piasku, pszczoły samotnice lubią składać jaja. Ważne, by nasze „zbocze” było ustawione w kierunku południowym, by trafiało tam jak najwięcej światła. Oczywiście kolejna rzecz, za którą podziękują nam dzikie pszczoły, to stos martwego drewna. Takie, które poleży 2-3 lata na dworze, jest na tyle miękkie, że pszczoły bez trudu drążą w nim komory. Jest jeszcze sprawa hoteli dla zapylaczy, które stały się dość modne w ostatnim czasie. Wybierając taki hotel, warto zwrócić uwagę, by wkład (słomki, szyszki, rurki) był za siatką. Jeżeli materiały do składania jaj są dostępne tak, że bez problemu można je dotknąć, to będzie to głównie karmnik dla ptaków, a nie schron. Dobry hotel – super rzecz, jeżeli owady mają co jeść – bo czym jest hotel bez posiłków! Kupowanie i stawianie hoteli dla zapylaczy na trawniku, czy w innym miejscu, gdzie nic nie kwitnie, nie ma kompletnie sensu. Dlatego zawsze warto pamiętać, by w ogrodach, ale też głównie przy takich hotelach lub miejscach, gdzie chcemy wypuścić pszczoły, powinniśmy sadzić rośliny, które wcześnie kwitną. W czasie, w którym wykluwają się murarki i inne gatunki, kwitną krokusy, ranniki, przebiśniegi, wierzby iwy, oczary, ałycze, hiacynty, czy tarniny.

Warto pamiętać, by zawsze gdzieś w okolicy była chociaż miska z wodą i kamykami, na których pszczoły mogą usiąść. Każdy potrzebuje wody!

Nieścięta na zimę łąka, to z jednej strony karmnik dla dzikich zwierząt, a jednocześnie schron lub inkubator jej dla owadów.

Dokarmiaj ptaki, ale z głową.

Zima to czas dokarmiania ptaków. Niektórzy to robią, niektórzy są przeciwnikami. Moim zdaniem tak zdegradowaliśmy Planetę, że czas wspomóc naszych małych przyjaciół. Jednak nie tylko przez sypanie ziarnem tu i tam, ale przez sadzenie drzew, krzewów i bylin. Im więcej takich roślin, które są obwieszone owocami, czy wypełnione nasionami, tym lepiej dla ptaków. A zazwyczaj będą to gatunki naszych rodzimych roślin. Oczywiście oprócz sadzenia, warto napełniać karmniki ziarnem, ale warto to robić, dopiero po Nowym Roku – wcześniej ptaki wykorzystają to, co zostało na zimę. Też dopiero wtedy zazwyczaj zaczyna padać śnieg, który zakrywa wiele z naturalnych karmników. Pamiętajmy, że jeżeli zaczniemy karmienie, to musimy już robić to konsekwentnie, nawet do końca marca. Przestajemy to robić, gdy zobaczymy pierwsze latające owady.

Tutaj przeczytasz więcej o dokarmianiu.


Wieszaj budki.

Pierwsze amory niektórych ptaków zaczynają się już w styczniu. By ułatwić im znalezienie przyjemnego miejsca do wychowania potomstwa, warto powiesić budki. Wybierając budkę pamiętajmy, że nie mogą mieć żadnego patyczka przy wejściu – ptaki spokojnie do niej wlecą, a patyczek to zaproszenie dla drapieżnika. Dobrze by było, gdyby wejście było obudowane jeszcze dodatkową deseczką lub metalem. Późna jesień i początek zimy, to również dobry czas, by oczyścić budki, które mamy. Im szybciej tym zrobimy, tym lepiej!

Czyszcząć budkę odnalazłem w niej gniazdo. W nim nierozwinięte jajko i pare skorupek, ale i mnóstwo sierści mojego psa. Najciekawsze w tym to, że Koko opuściła nas wiosną, a jej włosy znalazłem w budce zimą. Część mojego ukochanego psa ciągle żyła w ogrodzie i była kawałkiem czegoś nowego. Właśnie dlatego kocham przyrodę.

Można siać, a jak!

Choć nie wygląda, jakby miało coś tu wykiełkować w niedalekiej przyszłości, to jednak wiosna jest tuż za rogiem. Po Nowym Roku w szklarni lub do doniczek na dworze warto siać rośliny, których nasiona potrzebują stratyfikacji – czyli okresu chłodu do wykiełkowania. Są też takie rośliny, które chłodów się nie boją i wysiane teraz, ustawione w szklarniach lub inspektach, wykiełkują szybciej na wiosnę. Zimą można wysiewać groszek cukrowy i pachnący, bób, szpinak, ostróżki, naparstnice, czy wsadzić w doniczki dymkę na szczypior.

Znaleźliście gdzieś niewsadzone cebulki? Jeżeli ziemia nie jest zamraźnięta, śmiało je posadźcie – nawet w styczniu czy lutym! Cebulkom na pewno będzie lepiej w glebie, niż w domu. Może nie zakwtiną w tym samym roku, ale na pewno się nie zmarnują.